:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  20°C pochmurno z przejaśnieniami

Magiczna prowincja  odcinek 33

Artykuły, Magiczna prowincja odcinek - zdjęcie, fotografia

O mikołajkowej produkcji i czerwonym pudełeczku…
Postanowiłyśmy, a raczej Gabrysia postanowiła, że wykonamy własnoręcznie choinkowe ozdoby. Był środowy wieczór, gdy doszła do wniosku, że postanowienie należy przekuć w rzeczywistość i przytargała do mnie niezbędne akcesoria.

- Może się ruszysz i mi pomożesz? - zapytała, usiłując wciągnąć olbrzymi kosz do przedpokoju. - W samochodzie jest reszta… Jak mamy robić te ozdoby, to czas najwyższy za to się wziąć… No mówię, ruszże się wreszcie!

Więc się ruszyłam, aczkolwiek plany na ten środowy, mikołajkowy wieczór miałam nieco inne i związane raczej z Adasiem… A Gabryśka jak zwykle nie pomyślała, by mnie o swoich planach uprzedzić i pod tym względem była niereformowalna. I cóż mogę na to poradzić…? Jedynie zabrać się do tego rękodzieła…

Wywleczenie ogromnego wora i koszyka z gabrysinego auta proste nie było.

- Czego tam nakładłaś?! - wycharczałam, gdy udało mi się w końcu dowlec wór do salonu. Koszyk niech sobie sama targa. - Miałyśmy kilka ozdóbek zrobić, a nie fabrykę otwierać!

- Nie uruchamiaj się tak - uśmiechnęła się Gabrysia słodko, przystępując do opróżniania wora. - To są tylko potrzebne rzeczy.

Te potrzebne rzeczy to kilkanaście kłębów różnego rodzaju sznurka, plastikowe butelki, farbki i farby, zwoje brystolu, słoma, gałęzie świerku i sterta szyszek. W żaden sposób nie dało się to wszystko pomieścić na kuchennym stole, a ten był całkiem spory.

- A to na lekkość rąk - Gabrysia wypakowała z koszyka kilka butelek własnej produkcji wina. - Żeby ozdoby pięknie nam wyszły.

Adasia na widok kuchennego stołu ogarnęło rozbawienie. Przyszedł, również w winko zaopatrzony i tak, widziałam na własne oczy, miał jakieś czerwone pudełeczko! Mikołajkowy prezent dla mnie! Ja też prezent dla niego miałam...

- Mogę wam pomóc z tymi ozdobami, jak już się tak uparłyście - powiedział, siadając przy stole. - Ale zjadłbym coś i kawy się napił. Nasiedziałem się dzisiaj w tym ratuszu…

Gwoli wyjaśnienia, Adaś po zamieszaniu z tą dziennikarką z jego redakcji uspokajał mnie, że ona z prezydentem żadnych kontaktów nie ma i w gabinecie prezydenta nie była i prezydent wcale się o naszym, czyli moim i Adasia związku dowiedzieć nie może. A w konsekwencji, mojej roli agenta w ratuszu też się nie domyśli. Postanowiłam się tym chwilowo nie przejmować, chociaż powątpiewałam w słowa Adasia. Przecież widziałam osobiście, na własne oczęta, jak z gabinetu prezydenta wylazła…

Zgodnie postanowiliśmy, że przed przystąpieniem do ręcznych robótek należy się najpierw posilić. Wachlarz możliwości był dość ograniczony, bo mieliśmy z Adasiem wyskoczyć na mikołajkową kolację do miasta. Ale skoro Gabrysia zarządziła inaczej, nie pozostawało nic innego, jak odgrzać ugotowany przez moją rodzicielkę kapuśniak i wyjąć produkowane również przez nią bez opamiętania kruche ciastka.

- Napijmy się za te mikołajki - Gabrysia wzniosła toast przyniesionym przez Adasia winkiem. - I za waszą miłość, żeby trwała zawsze…

Kolejny toast wznieśliśmy sprawiedliwie za małżeństwo Gabrysi, potem za moją mamę i jej kulinarne talenty, kapuśniak bowiem był nieziemski. A potem zabraliśmy się za świąteczne ozdoby.

- Co to ma być? - zapytała Gabrysia patrząc Adamowi na ręce. - Bożonarodzeniowa rakieta…?

Adaś bowiem wybrał sobie butelkę dużych rozmiarów i owijał ją grubym sznurkiem, warstwa po warstwie. Efekt był dość dziwny, przypominał rzeczywiście kosmiczną rakietę.

- Bombkę robię - powiedział przyglądając się swojemu dziełu. - Jak się na srebrno pomaluje, to będzie imitowała lodowy sopel.

- Chyba z Antarktydy ten sopel - Gabrysia z zapałem dziabała nożem słomę. Obserwowałam to dziabanie z rosnącym zainteresowaniem. - Co się tak patrzysz? To będzie na brodę. Świętego Mikołaja robię…! Nie każdy idzie na łatwiznę.

Naprawdę trzeba było mieć ogromną wyobraźnię, żeby w gabrysinym wiechciu zobaczyć świętego Mikołaja. Dla mnie był to tylko poszarpany wiecheć słomy. Wychodzi na to, że moje ozdoby choć mało ambitne, będą najładniejsze, malowałam sobie szyszki białą farbą.

Rodzice wrócili z zakupów w mieście i mama naszym pomysłem własnoręcznych ozdób była poruszona.

- Jak ja lubiłam to kiedyś robić… - westchnęła rozmarzona i usiadła przy zawalonym różnymi przedmiotami stole. - Cała rodzina potem moje ozdoby miała. Zrobię z wami parę… Wina też poproszę.

Tata przyniósł dodatkowe kieliszki i też się do nas przyłączył. Wyprodukował z pociętych butelek monstrualnej wielkości bałwana. Owszem nadałby się, ale na równie monstrualną choinkę. Za to mama?! Ależ ona ma do tego talent! Z prędkością światła powstawały różne postacie, aniołki ze słomianymi skrzydłami, gwiazdy, bombki ze sznurka, łańcuchy. Byłam w głębokim szoku, bo nigdy, gdy byłam dzieckiem, moja matka takich ozdób nie produkowała. Kupowałyśmy wszystko w sklepie.

- Dzióbku ty mój - rozczulił się ojciec po kilku kieliszkach. - Jakież ty masz zręczne te swoje małe rączki….

Dzióbku do mamy powiedział? Ależ to słodkie. A dlaczego mój dzióbek nie dał mi jeszcze tego czerwonego pudełeczka? Cóż mógł mi kupić na mikołajki…?

KObieta

rys.: Jacek Łukaszewski

Magiczna prowincja  odcinek 33 komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na plonszczak.pl