:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  7°C zamglenie

Magiczna prowincja - odc. 46: o wyborczej sensacji, niespodziance w toalecie i wielkim świąt symbolu

powieść, Magiczna prowincja wyborczej sensacji niespodziance toalecie wielkim świąt symbolu - zdjęcie, fotografia

Ta środa zapewne zostanie zapamiętana przez urzędników na długo! Informacja, że do boju o fotel prezydenta stanie kobieta, potwierdziła się i prezydent się wściekł. Ale jak się wściekł! Tak, że było widać, jak ta wściekłość w nim kipi, jak ujścia szuka i że za chwilę na świat się rozleje. Więc ci, którzy mogli, zeszli z pierwszej linii i ratuszowe korytarze straszliwie opustoszały. A tym, którzy na opuszczenie frontu pozwolić sobie nie mogli, pozostawała modlitwa i dwie godziny do fajrantu....
Tak to właśnie z posiadaniem władzy jest, widocznie uzależnia i jak ktoś już ją ma, to nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś może mu ją odebrać. I zdaniem miłościwie panującego nam prezydenta tylko on tym miastem rządzić może. Dlatego się tak wścieka, no bo jak to, jakaś osoba i to wydawałoby się z jego ekipy, śmie sięgać po jego fotel?! W dodatku baba. Jedno jest pewne, prezydent kobiet nie ceni i nie szanuje, liczy się tylko z facetami. Więc gdyby wybory przegrał z babą, to przegrałby podwójnie.
Siedziałam sobie właśnie przed jaskinią lwa, czyli prezydenckim gabinetem, bo zarządzona została narada. Panie w sekretariacie popijały łapczywie melisę i daję słowo, trzęsły im się ręce. Zanim zostałam wezwana do środka, zdążyłam włączyć dyktafon, zawsze może być z tego jakiś świeży materiał do mojej powieści. 
W gabinecie pana Wściekłego siedzieli już najważniejsi urzędnicy z ratusza, szefowie miejskich placówek, których w mieście jest bez liku i tacy, którzy zajmują się wizerunkiem prezydenta i jego przeciwników. Mówiąc po ludzku, siedzą przy komputerach i monitorują sieć, sprawdzając, co tam wypisuje opozycja prezydenta. A jak coś się krytycznego pojawi, to komentują, oczywiście jako mieszkańcy…
Przycupnęłam sobie w kąciku, zastanawiając się, dlaczego mnie również na naradę wezwano. Długo zastanawiać się nie musiałam, odpowiedź przyszła sama.
- Napiszesz artykuł do biuletynu - oznajmił prezydent. - O wszystkich inwestycjach z 20 lat. Ile dróg, boisk, mieszkań. Wszystko ma tam być z podsumowaniem wydatków łącznie. To zawsze robi wrażenie. To będą miliony!
Mogę napisać, żaden problem. Wystarczy przepisać, bo o tych milionach z 20 lat ratuszowa „Trybuna Ludu” ciągle przypominała. 
Prezydent dalej wydawał dyspozycje. Ten ma przygotować jakiś tam projekt, tamten dowiedzieć się, co szykuje kontrkandydatka, a jeszcze kolejny na ową kontrkandydatkę haków poszukać. 
- Ona nie ma szans w wyborach - pocieszał prezydenta jego zastępca, znany z tego, że bez wazeliny właził prezydentowi wiadomo gdzie, czego za chwilę zresztą dał dowód. - Nikt z tobą zresztą nie ma szans. Nie musisz się martwić… Wygramy!
Prezydent, choć na komplementy łasy i w siebie zapatrzony, głupi nie był. 
- Ma czy nie ma, to się okaże, od nas zależy, jaki będzie wynik - machnął ręką i zmierzwił włosy. - Kto jej taki pomysł podsunął? Już ja jej pokażę miejsce w szeregu. Zachciało się babie miastem rządzić! I jeszcze ta cholerna gazeta…!
Już mi się tej kandydatki szkoda zrobiło. W tym mieście widać nie można bezkarnie wychodzić przed szereg. Słuchałam dyskusji z ciekawością, uradowana, że będziemy mieli z Adasiem super wątek do powieści, ale niestety, prezydent kazał mi wyjść. Widocznie dalsza część narady była tajna i nie dla moich uszu…
W ratuszowej toalecie tym razem było pusto, ale gdy tylko zamknęłam się w kabinie, ktoś przyszedł. Chyba rozmawiał przez telefon. Rozmawiała raczej, bo to była kobieta.
- Adaś? Słyszysz mnie? Spóźnię się dziś, wypadła mi ważna wizyta u lekarza - powiedziała. A ja przecież znałam ten głos! To przecież nikt inny jak ta blond lafirynda z adasiowej gazety. I na mur beton właśnie do Adasia dzwoniła i go okłamała, bo jaki lekarz, skoro jest w ratuszu? Chyba, że prezydent ją leczy…! A tak w ogóle to jakim prawem ona do mojego Adasia Adaś mówi. Co najwyżej Adam mówić może, a jeszcze lepiej byłoby: proszę pana. 
Usłyszawszy trzask zamykanych drzwi wyszłam z kabiny i wyjrzałam na korytarz. Oczywiście, że to ona! I oczywiście, że polazła do prezydenta. Adaś odebrał telefon po pierwszym sygnale.
- Nie przejmuj się tym - powiedział, wysłuchawszy mojej relacji. - Pracujemy w redakcji nad tym i dowiemy się, o co w tym wszystkim chodzi. A jak się dowiemy, to coś z tym zrobimy. Wszystko jest pod kontrolą. Do wieczora skarbie…
Dziwna sprawa, bo lafirynda opuściła gabinet prezydenta razem z wszystkimi, gdy skończyła się narada. Widocznie należy do kręgu wtajemniczonych. I sama na własne oczy widziałam, jak prezydent po tym wątłym ramionku ją poklepywał! 
W domu powitała mnie najpierw Tosia, wyraźnie domagając się spaceru. A potem ciotka Katarzyna. 
- No, moja droga, jesteś. To zjedz coś i bierzemy się do roboty - oznajmiła wychodząc z kuchni. Widocznie dostrzegła w moich oczach znak zapytania, bo dodała: - Święta za pasem. Okna trzeba myć. Potem czasu nie będzie, bo gotowanie, bo zakupy… No, już, szybciutko, chodź na obiad. 
Czy to się dzieje naprawdę?! Ciotka wpadła tu przecież tylko z wizytą, siedzi z wujem tyle tygodni a teraz rządzi się, jakbym to ja była gościem. A może oni mają silną demencję? I zapomnieli, że nie wrócili do domu? 
- Ciociu, dziś nie myję żadnych okien - zacisnęłam zęby tak mocno, jak tylko się dało. - Jak przyjdzie czas, to je umyję, nie musisz się tym zajmować. A dziewczyny kiedy przyjeżdżają do ciebie na święta? Pomogą ci? Bo dom macie taki duży, tyle sprzątania…
- A właśnie… Dobrze, że mi przypomniałaś - ciotka Katarzyna machnęła ścierką na Tosię, usiłującą przedostać się dyskretnie do kuchni. - Dziewczynki przyjadą w czwartek przed świętami. Trzeba im zorganizować jakieś miejsce. Gdzie będą spać?
- Jak gdzie? W sypialni pewnie - ta rozmowa zmierzała w jakimś dziwnym kierunku.
- Naprawdę?! Ależ ty jesteś kochana - ciotka miała prawie łzy w oczach.
- Dlaczego kochana? O co ci, ciociu chodzi? - chyba zaczynałam już wszystko rozumieć.
- No bo dobre z ciebie dziecko. Własną sypialnię chcesz im udostępnić. Ale w takim razie musiałabyś spać na kanapie w salonie… Bo twoi rodzice też już wrócą!
Jaką własną sypialnię? W jakim salonie? Czy ona mówi, że jej dwie córki zjadą do mnie na święta?! Tu?! Chyba właśnie mówi dokładnie to! Nie, ja się nie zgadzam!
Z dna rozpaczy wydobył mnie jakiś harmider na ganku.
- Otwórz mi wreszcie te drzwi! - darła się Gabryśka. 
Otworzyłam… Za drzwiami stała Gabryśka i trzymała w objęciach jajo. Wielkie, strusie jajo!
- Co to jest? - zapytałam, czując, że przestaję rozumieć, co się dzieje.
- Ślepa jesteś? - Gabrysia przytuliła jajo mocniej. - Jajo. Strusie, jakbyś nie poznała.
- Widzę, że nie gołębie. Ale po co?
- Jak to po co? - obruszyła się. - Na pisankę. Wielką pisankę zrobimy. Taki wielki symbol świąt…
KObieta, rys.: Jacek Łukaszewski

Magiczna prowincja - odc. 46: o wyborczej sensacji, niespodziance w toalecie i wielkim świąt symbolu komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się