:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  3°C bezchmurnie

Magiczna prowincja - odcinek 48: o zaległym urlopie i ucieczce z domu…

powieść, Magiczna prowincja odcinek zaległym urlopie ucieczce domu… - zdjęcie, fotografia

To naprawdę dużo za dużo - myślałam sobie siedząc w łazience i zgrzytając zębami. Twardy głaz by nie wytrzymał nerwowo, a co dopiero ja! Mogłam jeszcze jakoś się pogodzić z tym, że wujostwo zasiedzieli się na święta, a nawet z tym, że najechały mnie ich dwie wychudzone córki. Ba! Przetrwałam nawet ich próby poderwania mojego Adasia, bo Adaś, trzeba mu to przyznać, dość delikatnie, aczkolwiek nieco złośliwie umizgi ich odtrącał.

Przyjęłam w miarę spokojnie fakt, że ciotczyne córki zaanektowały bezczelnie mój pokój, w związku z czym pozostała mi tylko kanapa w salonie, co z kolei oznaczało, że nocne wyprawy wuja Staszka do lodówki budziły mnie co chwila i byłam już chronicznie niewyspana. Tak, tak, bo wujek również nocą ciągle był głodny… Myślałam sobie: co tam, w końcu rodzina to rodzina, nie będę dąsać się w święta. Ale to już naprawdę gruba przesada!
Po świętach bowiem wyszła na jaw pewna drastyczna informacja. Przerażająca! Okazało się bowiem, że córki wujostwa mają mnóstwo zaległego urlopu. Tak, bo to są pracowite pszczółki czy mrówki, jak zwał, tak zwał i w końcu dostały polecenie, by ten urlop wykorzystać. Półtora miesiąca! Owszem, pojechałyby w jakieś ciepłe miejsce, ale nie zdążyły się przygotować. A poza tym chciały pobyć z rodzicami, bo rzadko się widują. Więc u mnie ten urlop spędzą! Dlaczego, do jasnej Anielki nie mogą się sobą cieszyć u siebie?!
Tak więc święta minęły przeszło tydzień temu, mamy kolejną środę, a mój dom nadal jest oblężony. Tylko w kibelku jestem sama i to też na krótko, bo zaraz ktoś się dobija.  
- Nie bądź taka zamulona jak stuletni staw. Musisz zrobić coś wstrząsającego - radziła mi właśnie przez telefon Gabrysia. 
- Niby co? Skoro jesteś taka mądra, to coś wymyśl… 
- No nie wiem, cokolwiek… Trzaśnij jakąś wazą o podłogę, awanturę zrób. A najlepiej prawdę powiedz, że czas, by się wynieśli.
- Obrażą się na śmierć i życie. Ojciec mi tego nie daruje, to w końcu jego ukochany brat..
- To się spakuj i wyprowadź - westchnęła Gabrysia. 
- A ciekawe dokąd? Może pod most? Chyba, że mnie przygarniesz?
- Mogę cię przygarnąć - zadeklarowała Gabrysia. - Ale Adaś też cię chętnie przygarnie. Chętniej niż ja… I pustą chałupę ma, to się zmieścisz… 
Gadać dłużej już nie mogłyśmy, bo do sklepu Gabryśki przyszli klienci, a do drzwi kibelka zaczął dobijać się wujek Staszek. A dobijał się dość gwałtownie!
- Ja muszę skorzystać natychmiast z toalety! Czekam i czekam. Kto tam tak przesiaduje?! Ja muszę tam wejść! 
Zgrzytnęłam zębami i otworzyłam drzwi. Już chciałam wujkowi poradzić, że jakby nie pochłaniał takich ilości artykułów spożywczych, to nie miałby żołądkowych problemów, ale sobie darowałam… 
Salon okupowały córki ciotki Katarzyny. Malowały sobie na czerwono pazurki. Kuchnię okupowała moja matka i ciotka. Produkowały jakąś potworną ilość mielonych. Większość z nich i tak skończy w przepastnym układzie pokarmowym wuja Staszka… No naprawdę, nie miałam gdzie się podziać. 
Zdecydowałam. Wyprowadzam się i to natychmiast! W mojej sypialni panował niesamowity bajzel. Wszędzie walały się jakieś ciuchy, torby po chipsach, kartony po napojach. Co one zrobiły z mojego pokoiku?! Jeden wielki chlew! 
Odgruzowałam jakoś miejsce przed szafą, by dostać się do swoich ubrań. Wrzuciłam kilka sztuk do torby, suszarkę, czyste gatki i dosyć skąpą nocną koszulkę. Adasiowi na pewno się spodoba…
Tosia, widząc, że się ubieram, też zaczęła szykować się do wyjścia. Też się wyprowadza. 
- Przyjdzie dziś do nas Adaś? - zapytała Monika, córka ciotki Katarzyna. Czyli ta blondynka. 
Do nas? Adaś? Chyba zwoje w tej małej główce się przegrzały. Do jakich nas?!
- Raczej nie przyjdzie - oznajmiłam jadowicie uprzejmie. - Bo ja wybieram się właśnie do niego. 
Monika, wyraźnie zawiedziona, tematu nie podjęła. A z kuchni wyjrzała mama.
- Gdzieś się wybierasz? Obiad zaraz będzie - oznajmiła, patrząc podejrzliwie na moją torbę.
- Wybieram się i owszem. Wyprowadzam się do Adasia - wrzuciłam do torby paczkę karmy dla Tosi. 
- Jak to się wyprowadzasz? - zdenerwowała się matka. Z kuchni wychyliła się ciotka Katarzyna, a wuj Staszek opuścił w końcu toaletę. Cała trójka zerkała na mnie, czekając na odpowiedź. 
- Trochę ciasno się tu zrobiło, muszę odetchnąć - postanowiłam być odważna. I wyszłam, nie czekając na reakcję.
Adaś był nieco zdziwiony, ale wyglądał na bardzo zadowolonego. Rozsiadłam się w adasiowym salonie przy kominku i wreszcie poczułam spokój…
KObieta, rys.: Jacek Łukaszewski

Magiczna prowincja - odcinek 48: o zaległym urlopie i ucieczce z domu… komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się