:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  7°C rozproszone chmury

Magiczna prowincja - epilog: O tym, że od przybytku głowa nie boli i o tym, co w życiu najważniejsze

powieść, Magiczna prowincja epilog przybytku głowa życiu najważniejsze - zdjęcie, fotografia

Siedzieliśmy sobie z Adasiem przy kominku, sącząc dostarczane sukcesywnie przez Gabrysię winko. Patrzyłam, jak płonie ogień, czując wokół siebie opiekuńcze, Adasiowe ramiona… 
Tosia spała przed kominkiem, Bronka wtuliła się w poduszkę na kanapie. Byliśmy dziś w domu sami, bo rodzice wybrali się do kina i na kolację do powiatowego miasteczka. Tak, wiem, przyznaję się. Narzekałam, że się u mnie tak zagnieździli, ale już nie narzekam. Dobrze mi z nimi. Swój dom, póki co, wynajęli i mieszkamy sobie wszyscy razem. A mama gotuje pyszne obiady, w międzyczasie robiąc ojcu karczemne awantury. Zapisali się bowiem do wiejskiego klubu seniora, większość w tym klubie stanowią panie, więc tato jest, można powiedzieć, dość ostro podrywany. Bywa więc w domu ciotki Zuzanny bardzo ciekawie… 
Pracuję nad kolejną powieścią, zupełnie i absolutnie obyczajową, bez żadnych lokalno - sensacyjnych wątków. Sensacji już mam po dziurki w nosie…
Nie pracuję już w ratuszu. Wyleciałam z tej roboty na zbity pysk! A wszystko potoczyło się bardzo szybko. Najpierw prezydent postawił wszystko na jedną kartę i zaciągnął mnie do notariusza, żebym podpisała dokumenty, że sprzedaję mu ziemię Zuzanny. Oczywiście nie podpisałam i prezydent nerwowo nie wytrzymał. Wyrzucił mnie dyscyplinarnie, a ja poczułam ulgę, bo już to siedzenie w ratuszu bardzo mnie zmęczyło.
Potem wyszła moja powieść oparta na faktach. Adaś w swojej gazecie przez kilka miesięcy publikował demaskatorskie artykuły o sprawkach prezydenta. Mieliśmy dowody i nagrania. Wszystko się wydało i wszyscy w okolicy wiedzieli, że napisałam powieść o prezydencie. Prezydent też się oczywiście dowiedział, ale nic nie mógł z tym zrobić. Szkoda tylko tych urzędniczek, bo podobno przez te historie tak się wściekł, że przez wiele tygodni w ratuszu wszyscy musieli schodzić mu z drogi.
No i odbyły się samorządowe wybory. Kandydatów na fotel prezydenta było wielu a wśród nich jedna kobieta. I niewiele brakowało, żeby prezydenta rozłożyła na łopatki. Przegrała, jak to się mówi, o włos. Niestety, takie to miasto, że opozycja prezydenta raczej wolała, by to jej odwieczny wróg wygrał, więc tej kandydatce nogę podłożyła. Wybory wygrał więc stary prezydent i jak sądzę, wygra też kolejne. I jeszcze kolejne też! No i niech sobie tam wygrywa. Skoro ludzie wiedzą, jak ta cała lokalna polityka wygląda i na niego głosują, niech tak mają. 
Śledztwo w mojej sprawie zostało zakończone i jego efektami byłam zaskoczona. Okazało się bowiem, że źródła tych wszystkich gróźb były aż dwa i to niezależne od siebie. Gościa, który potem zszedł z tego świata w lasku koło domu, przysłał policjant, ten sam, który spiskował z prezydentem przeciwko Adasiowi i jego gazecie. Ten właśnie gość podpalił moją drewutnię i do mnie wydzwaniał dysząc. A potem to już sam policjant wysłał do mnie paczką symboliczne zapałki. Tyle sprawiedliwości, że policjant stracił robotę, ale prezydenta oczywiście nie sypnął. Zresztą Adaś swoimi kanałami ustalił, że ponoć było to osobista inicjatywa tegoż policjanta, chciał mnie przestraszyć, żeby prezydent wyrwał ode mnie ziemię Zuzanny. 
A tajemniczy osobnik, nazywany przez nas z uwagi na ślady obuwia Wielką Stopą okazał się mieszkańcem mojej wioski. Wszyscy wiedzieli, że ktoś mnie prześladuje i pan sąsiad postanowił być naśladowcą. A wszystko dlatego, że kochał się na zabój w ciotce Zuzannie, ponoć spotykali się ze sobą i pan Janek, bo tak gość Wielka Stopa miał na imię, uznał, że to on majątek po Zuzannie dostanie. Więc bawiąc się w naśladowcę rozrzucił szkło i gwoździe na drodze a potem podpalił fajerwerki i to on potem wybił szybę w moim oknie. Zdobyłam się na wielkoduszność i odstąpiłam od wnoszenia oskarżenia. Pan Janek był bardzo wdzięczny i zaczął pomagać nam w ogrodzie…
Przysłowie mówi, że od przybytku głowa nie boli. Mnie z moim przybytkiem było bardziej niż dobrze. W domu ciotki Zuzanny zamieszkali nie tylko moi rodzice i te wszystkie zwierzaki, które trafiły tu przypadkiem…
Zamieszkał z nami Adaś! No bo ileż można tak biegać między dwoma domami? Adaś pewnej pięknej soboty, gdy siedzieliśmy wieczorkiem nad pobliską rzeczką, oświadczył mi się! Powiedział, że chce przeżyć życie ze mną i właśnie w tym miejscu. Ślub zaplanowaliśmy na Boże Narodzenie. 
Spojrzałam na zaręczynowy pierścionek, który w świetle kominka połyskiwał na  moim palcu. Adaś przytulił mnie mocniej… 
A to wszystko dzięki Zuzannie - pomyślałam. Podarowała mi ten dom i od tego wszystko się zaczęło. Gdyby nie ona, nigdy nie trafiłabym w to miejsce i nie miałabym swojego Adasia. Nie miałabym tego, co w życiu najważniejsze.
KONIEC
KObieta, rys.: Jacek Łukaszewski

Magiczna prowincja - epilog: O tym, że od przybytku głowa nie boli i o tym, co w życiu najważniejsze komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się