:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  19°C bezchmurnie

Płońszczanie śmigłowcem pod szczyt Mount Everest

Jak wygląda świat z wysoka? Widok bywa nie do opisania. Adam Zmysłowski z Płońska ogląda w ten sposób świat bardzo często. A mało kto wie, że razem z innym płońszczaninem Dariuszem Serwachem, byli członkami ekipy, która jako pierwsza w Polsce była śmigłowcem na wysokości 7 tysięcy metrów.
 

Po prostu lecą…

Obecnie Adam i jego koledzy latają na robinsonach R22, amerykańskich śmigłowcach, spalających około 35 - 40 litrów lotniczej benzyny na godzinę.
- Latamy z pasją i jeśli tylko mamy okazję gdzieś polatać, niekoniecznie naszymi maszynami, bo np. jest okazja, że znajomy ma jakąś maszynę, to po prostu lecimy - opowiada. - Ostatnio byliśmy na obrzeżach Wadowic, gdzie lataliśmy potężnymi śmigłowcami Mi-2. A tak konkretnie to latałem karetką sanitarną, to potężny śmigłowiec, który ma spalanie 300 litrów na godzinę. 

Pasja od dziecka…

- To była moja pasja od zawsze, można powiedzieć, pasja od dziecka - mówi Adam. - Od zawsze fascynowałem się śmigłowcami, ale wiadomo, że kiedyś było to nieosiągalne. Dawniej nawet zobaczyć śmigłowiec z bliska to była ciężka sprawa. Ale kiedyś, pamiętam, stacjonował w Płońsku MI-2, który wykonywał pięciominutowe loty. Miałem wtedy może 12 lat i udało mi się trzy razy polecieć. Płońsk z góry wyglądał zupełnie inaczej niż wygląda teraz. To było zupełnie inne miasto.
Najpierw Adam zaczął latać modelami, a potem śmigłowcami. 

Płońszczanie w Himalajach

- Ta pasja do śmigłowców w listopadzie ubiegłego roku zaciągnęła nas w Himalaje - opowiada Adam. - Tam mieliśmy okazję polatać śmigłowcem Eurocopter AS350  i polecieliśmy na wysokość 7 tysięcy metrów śmigłowcem. 
Z Polski uczestniczyły w tym locie cztery osoby: z Łomianek, Łodzi oraz dwie z Płońska: Adam Zmysłowski i jego kolega Dariusz Serwach. 
- Byliśmy pierwszymi Polakami na 7000 m helikopterem w Himalajach - mówi Adam. - Śmigłowcem wystartowaliśmy z Kathmandu. Po około godzinie lotu mieliśmy pierwszy przystanek w Lukla 2860 m n.p.m., jest to lotnisko uznane za najniebezpieczniejsze na świecie. Tu odciążyliśmy śmigłowiec poprzez spuszczenie paliwa, które wróciło do maszyny w drodze powrotnej. Kolejny przystanek to 3880 m n.p.m. Everest View. Tu podzieliliśmy się na dwie grupy z uwagi na to, że było coraz rzadsze powietrze i śmigłowiec miał mniej mocy. Ja ruszyłem z Darkiem w pierwszej grupie. Teraz dopiero zaczął się hardcor. Lecieliśmy między szczytami najwyższych gór świata bez tlenu. Oczywiście tlenu używał tylko nasz pilot Filipo. Naszym oczom ukazują się takie cuda natury jak lodowiec Khumbu, Pumori 7161 m n.p.m. Kala Patthar 5660 m n.p.m., na którym zresztą wylądowaliśmy w drodze powrotnej. W ostatniej fazie lotu lecieliśmy lodospadem Khumbu i wlecieliśmy na wysokość 7000 m n.p.m. pod sam szczyt Mount Everest. Dotarliśmy do trzeciego obozu pod Everestem dla wspinaczy. Tu zawróciliśmy i w drodze powrotnej wylądowaliśmy we wspomnianym przeze mnie wcześniej Kala Patthar. Wysiedliśmy ze śmigłowca, lecz nie gościliśmy długo na tym szczycie, ponieważ brak tlenu zaczynał nam powoli dawać się we znaki. Ruszyliśmy więc dalej do Everest View 3880 m n.p.m. Później była Lukla 2860 m n.p.m., tankowanie i następnie powrót do Kathmandu.
Jak wygląda Mount Everest z takiej perspektywy?
- Widoczność była idealna, bo trafił nam się piękny dzień - odpowiada. - Mount Everest wyglądał tak, jakby dymił. To było dla nas coś niezwykłego. Polecieliśmy bez tlenu. Chciałem sprawdzić, jak na takiej wysokości reaguje organizm. Skakałem co prawda wcześniej z 4 km na spadochronie, ale nie było to jeszcze na tyle rzadkie powietrze, które by usypiało człowieka. A w przypadku tego lotu człowiek czuł się zmęczony, jakby był pijany. 

Polecieć wszystkim, czym się da…

- Lubię te maszyny, ale lubię także oglądać świat z góry. A w Himalajach świat z góry jest nie do opisania - relacjonuje Adam. - Postawiłem sobie kiedyś taki cel - żeby polecieć wszystkim, czym się w Polsce da i skoczyć na spadochronie. I czym mogłem, tym poleciałem, latałem na paralotni, motolotni, wiatrakowcem, samolotami różnego typu, śmigłowcami różnego typu i skoczyłem na spadochronie. Jeszcze chciałbym zaliczyć samolot odrzutowy - myśliwiec, ale to ciężka sprawa. 

Tym razem na Bałtyk… 

A jaką wyprawę latający płońszczanie planują w najbliższym czasie? 
- W maju chcemy wyruszyć na najdłuższą wyspę na Bałtyku, do Olandii, należącej do  Szwecji - mówi Adam. 
Dodajmy, że linia brzegowa tej wyspy to blisko pół tysiąca kilometrów.
Katarzyna Olszewska
foto: zbiory prywatne

Płońszczanie śmigłowcem pod szczyt Mount Everest komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się