:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

WIELKIE POŻEGNANIE, czyli jak 18 lat temu Płońsk stanął w bezruchu żegnając swojego proboszcza

Retro Płońszczak, WIELKIE POŻEGNANIE czyli Płońsk stanął bezruchu żegnając swojego proboszcza - zdjęcie, fotografia
Gazeta plonszczak.pl 17/06/2019 18:55

Numer Płońszczaka z 21 czerwca 2001 r. był - niestety - wyjątkowy. Żegnał bowiem zmarłego budowniczego kościoła i wspólnoty parafii św. Maksymiliana w Płońsku - ks. Romualda Jaworskiego. Warto to po 18 latach wspominać, bo pamięć o ks. Jaworskim musi po prostu pozostać żywa i w historii Płońska na zawsze!

Tak wówczas te smutne wydarzenia relacjonowaliśmy (w dalszej części materiału publikujemy też wspomnienie - autorstwa p. Mirosławy Krysiak - jakie wówczas o księdzu proboszczu się ukazało - zachęcamy do przeczytania, bo jest po prostu niepowtarzalne).

- Odszedł świątobliwy, ascetyczny, oddany sprawie bożej kapłan, odszedł ojciec duchowny tysięcy ludzi. Odszedł kapłan, który rozumiał współczesnego człowieka, który rozumiał jego potrzeby, który wychodził naprzeciw wszelkim trudnościom i wszelkim zadaniom, jakie stają dzisiaj przed kapłanem - powiedział o zmarłym 14 czerwca księdzu Romualdzie Jaworskim biskup Stanisław Wielgus.

W ceremonii pogrzebowej, która miała miejsce w sobotę 16 czerwca, uczestniczyły rzesze płońszczan z obu parafii, ponad 200 kapłanów oraz dwaj biskupi płoccy, Stanisław Wielgus i Roman Marcinkowski.

Ksiądz Romuald Jaworski, proboszcz  i twórca parafii świętego Maksymiliana Kolbego, budowniczy kościoła, domu parafialnego i hospicjum, zmarł w szpitalu w Warszawie w nocy 14 czerwca, w wieku 68 lat.

- Umiłowani siostry i bracia, zmarły ksiądz kanonik Romuald nie przypuszczał zapewne, że tegoroczne Boże Ciało będzie oglądał z innego wymiaru, spoza granicy czasu i przestrzeni, z wieczności, która wpisana jest w egzystencję człowieka, w której Bóg Ojciec Miłosierdzia oczekuje na powrót człowieka z wielkiej próby, z wyjątkowego sprawdzianu, z rozwiązania jedynego i niepowtarzalnego testu, jakim jest życie człowieka na ziemi od urodzenia aż do śmierci - mówił w homilii pełnej ciepłych wspomnień biskup Roman Marcinkowski.

Dzień przed pogrzebem, w piątek 15 czerwca, wierni mogli osobiście i modlitewnie pożegnać swojego proboszcza. W Płońsku odwołano zaplanowany na ten dzień koncert i piknik.

W sobotę o godzinie 11 w kościele świętego Maksymiliana Kolbego  rozpoczęła się liturgia żałobna, której przewodniczył biskup Stanisław Wielgus.

W świątyni, na placu i parkingach przykościelnych, na chodnikach stały w absolutnej ciszy i skupieniu tysiące płońszczan.

- Wpisał się mocno w waszą świadomość kochani parafianie świętego Maksymiliana Kolbego, wpisał się mocno wasz dzisiaj nieżyjący ksiądz kanonik - mówił do zgromadzonych wiernych biskup Roman Marcinkowski.- Zaczynał tu od podstaw, zaczynał wraz z wami budować parafię, tak w wymiarze materialnym jak i duchowym. Czyż się nie natrudził? Czyż się nie upracował? Czy się nie namartwił? Lepiej wiecie ode mnie. (...) To właśnie w Płońsku zabieliły się włosy na głowie księdza Jaworskiego. Takich ludzi oddanych Bogu powinno być jak najwięcej  w całym kościele.

Była w homilii mowa o upartym i wytrwałym budowniczym, który nigdy nie narzekał, o kapłanie otwartym na nowe ruchy w Kościele, uczestniczącym systematycznie w rekolekcjach charyzmatycznych, dbającym o swój rozwój umysłowy i duchowy, o proboszczu zatroskanym o biednych, samotnych, nieszczęśliwych, chorych i kalekich, była także mowa o człowieku, który z głęboką wiarą przyjął chorobę i cierpienie.

- Czego siostry i bracia uczy nas życie i śmierć księdza kanonika? - pytał, kończąc homilię, biskup Roman Marcinkowski. - Uczy nas, że nie przestaje być wciąż potrzebny ludziom kapłan, który głęboko wierzy, kapłan który żarliwie się modli, kapłan który przykładem swojego życia naucza, kapłan który dla Boga i z Bogiem żyje, pracuje, cierpi, spala się w służbie dla braci i Kościoła, kapłan który umie bezinteresownie miłować, kapłan który jest bliski wszystkim, a w szczególności najbardziej potrzebującym, biednym, chorym, opuszczonym, wątpiącym, zrozpaczonym, upadającym, rezygnującym z walki o swoją godność, odrzuconym przez bliskich i społeczeństwo.

W imieniu samorządowców płońskich i swoim własnym - jako parafianin - pożegnał swojego proboszcza były burmistrz Andrzej Pietrasik.

- Mogliśmy się od niego nauczyć, jak organizować pracę, wszystko potrafił przewidzieć, a gdy ktoś narzekał, on mówił, że się nie martwi, bo zawierzył Matce Bożej - wspominał swoje kontakty z księdzem proboszczem Andrzej Pietrasik. - Dawał nam przykład, jak się porywać i skutecznie realizować rzeczy i sprawy wielkie, jak wybiegać wyobraźnią na wiele lat do przodu, jak wreszcie zawierzyć się Bożej Opatrzności.

„Angażuję się we wszystko, co dotyczy człowieka, a wszystko co się dzieje, dotyka ludzi” - przytoczył słowa księdza proboszcza były burmistrz, mówiąc o wzorowej współpracy parafii świętego Maksymiliana z samorządem Płońska na rzecz rozwiązywania ważnych problemów miasta.

Trumnę ze zwłokami swojego proboszcza nieśli na swych ramionach parafianie, nieśli od stopni ołtarza aż na cmentarz parafialny. Kondukt żałobny był tak długi, że gdy chorągwie, orkiestra i dzieci z kwiatami były już przy cmentarzu, ostatni wierni wychodzili dopiero z placu kościelnego.

Przy grobie księdza proboszcza, w głównej alei na cmentarzu parafialnym (o miejscu pochówku zdecydował biskup) cały czas palą się lampki, modlą się ludzie.

WIELKIE POŻEGNANIE - WSPOMNIENIE

Odszedł ksiądz Romuald Jaworski proboszcz parafii św. Maksymiliana Kolbego (na zdjęciu w czasie ostatniej swojej procesji Bożego Ciała z 2000 roku).

Na łamach Płońszczaka, specjalnym wspomnieniem, pożegnała Go kierownik Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta Płońska - Mirosława Krysiak. Poniżej pełen tekst wspomnieniowy.

„A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka.”  (Księga Mądrości 3,1)

Trzy dzwony płońskiej świątyni parafii św. Maksymiliana Kolbego - Dzwon Miłosierdzia Bożego, dzwon Maryi i dzwon św. Maksymiliana -  odzywają się razem tylko w wyjątkowych  okolicznościach. W minionym tygodniu biły dwukrotnie: 14 czerwca rano, by  powiadomić wiernych o śmierci ich duchowego ojca, śp. ks. kan. Romualda Jaworskiego - proboszcza parafii, i 16 czerwca w południe, gdy w asyście nieprzebranych, wielotysięcznych tłumów i ponad dwustu kapłanów z całego dekanatu trumnę z Jego ciałem wynoszono ze świątyni. Za każdym razem towarzyszył im ludzki ból i dojmujące poczucie straty.

Byliśmy w tych dniach w samym środku płońskiej historii. Nie mam żadnych wątpliwości, że to co wydarzyło się w Płońsku pomiędzy 14 a 16 czerwca tego roku, było jednym z najbardziej doniosłych wydarzeń w życiu tego miasta w całej jego powojennej niepodległej historii. Potrzeba czasu, by zrozumieć, co przeżyliśmy w tych dniach i kim naprawdę był dla nas Kapłan, którego odejście wstrząsnęło tysiącami mieszkańców Płońska i okolicznych wsi, przybyłych licznie na uroczystości żałobne. Patrząc na ludzkie twarze, słysząc, jak załamuje się głos księdza biskupa Marcinkowskiego,  wiedziałam, że dane mi jest być świadkiem najpiękniejszych kart płońskiej historii.

Odszedł Człowiek, Kapłan i Przyjaciel, który oddał nam dwadzieścia lat swojego życia, pozostawiając ogromny dorobek pracy duchowej. Odszedł  Proboszcz, który od fundamentów wzniósł świątynię wiary dla swoich parafian, i to nie tylko w dosłownym znaczeniu tych słów, bowiem kościoła św. Maksymiliana nie zbudowały pieniądze. Ten kościół zbudowała wiara. Wiara jego Proboszcza i ludzi, których on za sobą porwał. Odszedł Człowiek, który tak głęboko rozumiał, czym jest cierpienie, że wzniósł dla swoich wiernych Dom, gdzie mogą w nim znaleźć ulgę.

Za dużo jeszcze w nas smutku, by podejmować próbę bilansu życia i kapłańskiej posługi Księdza Proboszcza. Zbyt jeszcze trudno pisać o Nim w czasie przeszłym. Tak już jest, że im więcej ludziom zawdzięczamy, tym trudniej ich żegnać, a im silniejsze poczucie straty, tym trudniej je ująć w słowa. Trzeba czasu, by temu sprostać.

A  śp. Księdzu Jaworskiemu zawdzięczamy bardzo wiele. Nie spłacone długi wdzięczności wobec Niego mają tysiące ludzi, których przez dwadzieścia  lat swej posługi kapłańskiej w Płońsku dostrzegał, wspierał i obdarzał życzliwością i zaufaniem, pomagając przetrwać biedy, nieszczęścia i choroby.

Dziś świat pełen jest pustych gestów i litości powodowanej małodusznymi pobudkami. Ludzi, którzy by tak jak Ksiądz Jaworski, słyszeli nie tylko ludzkie słowa, ale i ludzki ból, strach i bezradność, wciąż jest za mało. Może dlatego na nocnym czuwaniu w kościele św. Maksymiliana Kolbego widziałam płaczących mężczyzn i kobiety, i może także dlatego, gdy w sobotnie popołudnie ponownie odwiedziłam cmentarz, byłam świadkiem nie kończących się pielgrzymek płońskich rodzin do Jego grobu, a napotkani w niedzielę znajomi przywitali mnie słowami: „Ludzie wciąż stoją przy Księdzu.”

Bo On nie postrzegał ludzi jak tłum, ale indywidualnie. Nawet sam doświadczony cierpieniem, był jeszcze w stanie zobaczyć innych. Podczas mojego ostatniego z nim spotkania, nie mówił o sobie, lecz interesował się moją pracą, kłopotami, planami. Jego myślenie płynęło z troski, a dobro - prosto z serca.  Nie uciekał się do zdawkowych pocieszeń, ale szukał wyjścia. O każdego z nas martwił się oddzielnie, a modlitwę czynił punktem wyjścia do wszystkiego. Gdy w wolne przedpołudnia zachodziłam do pustego na ogół o tej porze kościoła, widywałam Go nieraz pogrążonego w modlitwie w którejś z kościelnych ławek.

Trudno pojąć, że już Go wśród nas nie ma.  Jeszcze przed kilkoma miesiącami oprowadzał mnie po Domu Parafialnym, pokazywał sale, wiózł na górne piętro obszerną i cichą windą, zachęcał do współpracy nad organizowaniem życia kulturalnego parafii, snuł rozważania o Festiwalach Kultury Katolickiej, o bibliotece z czytelnią, o koncertach i spotkaniach z literaturą religijną... Tak bardzo chciał stworzyć miejsce, które ogniskowałoby parafian wokół kultury chrześcijańskiej. Niedawno, gdy odwiedziłam Go po jednym z powrotów ze szpitala, powiedział na pożegnanie, jakby dla uciszenia mojego niepokoju: „Jeszcze powspółpracujemy, pani Mirko.” Ciężko myśleć, że stało się inaczej.

Był człowiekiem wielkiej kultury wewnętrznej. Umiał chronić ludzką godność, dyskretnie oddawał ludziom przysługi. Gdy zaprowadziłam kiedyś do Niego pewną Polkę z Ukrainy po tym, jak opowiedziała mi o swojej biedzie i problemach, z jakimi boryka się ksiądz próbujący budować kościół w jej rodzinnej parafii w Kostopolu, Ksiądz Proboszcz przyjął nas gościnnie, serdecznie. Długo i uważnie słuchał,  pytał... Gdy doszło do pożegnania, przeprosił na chwilę, a potem wrócił z dwiema kopertami: jedna przeznaczona była dla kobiety, z którą przyszłam, na drugiej widniało nazwisko księdza budującego kościół w Kostopolu. Wręczył je dyskretnie, jak coś mało znaczącego. Dopiero później dowiedziałam się, że były tam pieniądze - kilka ostatnich, jakie miał,  dolarów (dla tej kobiety było to bardzo dużo) i trochę polskich banknotów. Bo On był z tych, co - jak kiedyś powiedział śp. prymas Wyszyński - „gromadzą, żeby było co rozdawać.”

Był też człowiekiem wielkiej prawości i uczciwości. Po raz pierwszy miałam okazję tego doświadczyć dawno temu, gdy msze św. odprawiane były jeszcze w drewnianym baraku,  a ja przyjeżdżałam do Płońska jedynie w dni wolne od pracy. Pamiętam, że uczestnicząc w jednej z niedzielnych mszy św. na początku lat osiemdziesiątych, pod wpływem nagłego impulsu, położyłam na tacy banknot o nieco większym nominale, chcąc jednak uniknąć ostentacji, owinęłam go w drugi, o nominale nie odbiegającym od przeciętnej „tacy”. Do dziś pamiętam uczucie wstydu i zażenowania wobec własnej małoduszności, gdy po skończonej mszy św. Ksiądz Jaworski podszedł do pulpitu i - prosząc wiernych o uwagę - ogłosił, by ten, kto, przypuszczalnie przez omyłkę, dał na tacę znaczniejszą kwotę, zgłosił się do zakrystii, a zostanie mu ona zwrócona.  Do zakrystii nie poszłam, Ksiądz nigdy nie dowiedział się, kto i dlaczego położył ten nieszczęsny banknot, a ja otrzymałam lekcję uczciwości, którą zapamiętałam na całe dalsze życie. Od tego też czasu datuje się mój szacunek i przyjaźń dla tego Kapłana.

Był także człowiekiem wielkiej skromności. Może dlatego w kościele, który zbudował,  nie ma nadmiernego przepychu i złotych balustrad, a jedynie umiar i prostota. Pragnął zostawić nam  świątynię skromną, ale prawdziwie piękną, wypełniał ją więc dziełami sztuki. Nie wątpi o tym nikt, kto widział ogromną rzeźbę Chrystusa Ukrzyżowanego, figurę Matki Bożej przy głównym wejściu do kościoła, tabernakulum otoczone “drzewem życia”, rzeźbione w brązie stacje Drogi Krzyżowej, statuę św.  Maksymiliana czy witraże wykonane starą średniowieczną techniką. Także organy, w które wyposażył kościół,  mają niepowtarzalny dźwięk. Chciał jeszcze zbudować ołtarz, puste kasetony balustrady antresoli pokryć portretami świętych...  Nie zdążył.

Gdy idąc dziś ulicą Kopernika, której perspektywę zamyka zbudowany przez Niego kościół, widzimy przed sobą wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej, pamiętajmy, że to jest Jego dar dla nas. To On zdecydował o umieszczeniu wykonanego techniką renesansową  fresku Matki Bożej wysoko, na zewnętrznej elewacji kościoła tak, „by mogli go oglądać także ci, którzy nie wchodzą do kościoła”. Napisał przecież kiedyś: “na naszych ulicach tak wielu dziś smutnych, zawiedzionych, tracących wiarę,  spojrzawszy na obraz poczują, że nie są sierotami, o których nikt nie pamięta.” 

Czuł się związany z naszym miastem.  “Z upływem czasu coraz bardziej w nie wrastam, coraz bardziej mi się podoba” - wyznawał przed laty - miasto żyje, rozwija się, pięknieje.” Był jednak mądrym kapłanem i wiedział, że nie zewnętrzny blichtr jest najważniejszy. Może dlatego prosił, byśmy  nie ulegali mentalności zaścianka i “sprowadzali na ziemię górnolotne hasła, które są tyle piękne, co kłamliwe”. Chciał, byśmy byli prawdziwą wspólnotą.  “Zamieszkiwanie w tym samym mieście i dźwiganie wspólnych ciężarów  jest dostatecznym motywem więzi między ludźmi”- pisał.

Sam jednak chciał być jak najmniej widoczny, w niczym nie szukał siebie. Nigdy też nie przypisywał sobie żadnych zasług, wręcz się od nich odżegnywał. Ciągle podkreślał, że to nie on, ale Pan Bóg i ludzie, których serca On Sam skłonił ku pomocy. Często mówił o ogromnej Bożej  ingerencji w budowę płońskiej świątyni. „Po ludzku wszystko było niemożliwe - powtarzał -  a jednak budowa postępowała”, a pisząc o potrzebnych na prace budowlane pieniądzach wyznawał: “ Zjawiały się wtedy, kiedy były konieczne, i tyle, ile było trzeba. Zwykle nawet nieco więcej. Nie obliczałem, czy mi wystarczy np. na jutrzejsze wydatki, uważając to za znak ufności. Starczało, choć wydatki były ogromne.”

Kiedy czytam dziś te słowa, myślę, że Ksiądz Jaworski miał wiarę, która potrafiła czynić cuda.

Bywało, że Jemu również - podobnie jak nam wszystkim - dokuczały krzywdzące opinie. Tyle tylko, że on zawsze stawiał miłość przed sprawiedliwością. Nie wypowiadał pochopnie opinii, nie przekreślał ludzi, tylko dlatego, że błądzili. Jedynie bolał nad złem, które się panoszy, ostrzegał przed nim i cierpliwie się mu przeciwstawiał. Był tym, który łączył, a nie dzielił. Szukał w człowieku Bożej iskry dobra, nie zwracając uwagi na jego ludzkie paszporty i legitymacje. To Go odróżniało od wielu innych, uwikłanych w sprawy tego świata.

Gdy w 1998 roku obchodził jubileusz 40-lecia kapłaństwa, prosił: “Módlcie się, bym choć w części zrealizował program, jaki nakreśliłem podczas pierwszej mszy św., odprawianej w Płońsku - chciałbym być prawdziwym ojcem duchowym. O dobry Jezu, spraw, abym był kapłanem według Serca Twego!” I był nim, choć może o tym nie wiedział. Nawet wówczas, gdy choroba wyniszczyła już Jego organizm, swoje cierpienie znosił bowiem z pokorą i godnością, miało się wrażenie, że je rozświetla od środka ukazując  nam jego transcendujący wymiar.

Idąc w sobotę 16 czerwca w kondukcie pogrzebowym, myślałam  o procesjach, w jakich szliśmy wspólnie z Nim - o Drogach Krzyżowych ulicami miasta, kiedy zapraszał nas do wspólnego uświęcania Płońska symbolami wiary „łączącymi niebo z ziemią i ludzi między sobą”, jak powiedział w pożegnalnym słowie w czasie uroczystości żałobnych Andrzej Pietrasik, o procesjach Bożego Ciała, szczególnie tej ostatniej wspólnej procesji w czerwcu 2000 roku, prowadzonej w nieprawdopodobnym upale...  Wmieszana w nieprzeliczony tłum ludzi towarzyszących Księdzu w jego ostatniej drodze ulicami miasta, wracałam też myślami do “procesji światła”, kiedy to  w lipcu 1996 roku, ze świecami w dłoniach,  przeszliśmy o zmroku ulicami Płońska, prowadzeni przez Statuę Matki Bożej z Fatimy, i o ciemnych oknach mijanych po drodze mieszkań. “Płońszczanie dali świadectwo - napisał potem Ksiądz Proboszcz Jaworski - Oby tylko starczyło nam sił, by na co dzień dawać je także.”

Całonocne czuwanie przy Jego trumnie i sobotnie uroczystości żałobne również stały się takim świadectwem. Dały je wielotysięczne tłumy ludzi, których złączyła miłość i szacunek dla jednego Kapłana. Przede wszystkim jednak stały się świadectwem przywiązania do wiary i wartości chrześcijańskich.

Zróbmy wszystko, by czas, który tak wiele niszczy, nie zdołał zatrzeć w nas owoców Jego pracy duszpasterskiej. Duchowy testament Księdza Jaworskiego jest bardzo czytelny. Zapisał go w naszych sercach i umysłach, ale także w homiliach i rozważaniach spisywanych przez dziesięć lat na łamach „Szczęść Boże”. Nadeszła chyba pora, by je opracować i wydać, czas bowiem nie jest naszym sojusznikiem, i łatwo może rozproszyć spuściznę piśmienniczą po śp. Księdzu Romualdzie Jaworskim - prawdziwym kapłanie Bożym, który wciąż zapominając o sobie, nigdy nie zapominał o żadnym z nas.

Mirosława Krysiak

Reklama

WIELKIE POŻEGNANIE, czyli jak 18 lat temu Płońsk stanął w bezruchu żegnając swojego proboszcza komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Bezpłatne zakładanie

Bezpłatna pomoc w zakładaniu działalności gospodarczej. Załatwienie wszystkich formalności. Własna firma bez wychodzenia z domu.


Las, działka leśna o pow.40

Pilnie sprzedam nieruchomość leśną położoną w Wojtkowej Wsi, gmina Ojrzeń, powiat ciechanowski (20 km od Płońska i 15 km od Ciechanowa), oznaczoną w..


Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez plonszczak.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

pł1994 z siedzibą w Płońsk 09-100, Płocka 85A,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"